Poniżej znajduje się maszynowa transkrypcja audycji (bez redakcji).
Jest piątek, godzina dziewiąta, słuchacie podcastu Kapok. Raz, dwa, trzy. Witam Was w Nowym Roku.
Chciałem powiedzieć w piątek o dziewiątej, ale jak nagrywam to jest trzynasta. W dodatku naprawdę nie wiem jaki to jest dzień. O, czwartek, sprawdziłem sobie, mam kalendarz w komputerze.
To jest ten dziwny moment między świętami a Nowym Rokiem, kiedy coraz bardziej nie wiesz jaki to jest dzień i coraz mniejsze ma to znaczenie. A w tym roku ta przerwa świąteczna jest dla mnie dobra, bo wziąłem sobie kilka dni wolnego, w związku z tym nie muszę wracać do pracy aż do Trzech Króli. Siedzę w domu, czytam książki, oglądam filmy, czasem idziemy na spacer do lasu, czasem robimy różne inne rzeczy i jem, dużo jem.
Gotuję, lubię jeść i lubię gotować. Ale dzisiaj nie o tym. O, chciałem powiedzieć, że trudno jest być fanem i trudno jest nie być fanem, ale to załóżniałoby tak dramatycznie.
Natomiast prawdą jest, że obserwuję pewne zjawisko od jakiegoś czasu nasilające się coraz bardziej. Generalnie rzecz biorąc fandomy różnych franczyzm, różne środowiska coraz bardziej się radykalizują. Spróbujcie teraz na przykład powiedzieć gdzieś, że nie lubicie Disneyowskich Gwiezdnych Wojen.
Zachęcam Was, zróbcie to, spróbujcie, będziecie wiedzieli o co chodzi. W dzisiejszych czasach nie można powiedzieć, że jakiejś części franczyzy się nie lubi. Jeżeli powiesz, że na przykład nie lubisz Lower Decks, no to jest bardzo proste, to znaczy, że nie jesteś prawdziwym treki.
Bo Lower Decks jest bardziej trekowe niż nawet Original Series i dużo bardziej trekowe niż Next Generation. I generalnie rzecz biorąc czerpię całymi garściami z Deep Space Nine, więc jeżeli podobało Ci się Deep Space Nine, to nie możesz powiedzieć, że nie lubisz Lower Decks. Przecież to jest fizycznie niemożliwe, a przede wszystkim nawet nie o to chodzi, że niemożliwe, jest to kurwa niedozwolone.
Nie masz prawa nie lubić Lower Decks, jeżeli uważasz się za treki. Tak samo jest z innymi rzeczami. Nie podoba Ci się Solo, to nie jesteś prawdziwym fanem Gwiezdnych Wojen.
Masz obowiązek lubić Solo, jeżeli chcesz nazywać się fanem Gwiezdnych Wojen. Nie podobają Ci się Pierścienie Władzy? Uuu, stary, chyba nie czytałeś Tolkiena. Na pewno nie czytałeś Tolkiena, bo gdybyś czytał Tolkiena, ale wiesz, tak naprawdę czytał ze zrozumieniem, jako fan, no to wtedy musiałyby Ci się podobać Pierścienie Władzy.
I tak ze wszystkim. Tak jest ze wszystkim. Nie podoba Ci się Nowy Doktor? No to nie jesteś chówieninem, no bo generalnie rzecz biorąc, żeby być chówieninem, no to wiadomo, że obowiązkowe jest bałwochwalcze uwielbienie dla każdego kolejnego doktora.
Jeżeli któryś doktor Ci się nie podoba, no to mam dla Ciebie złą wiadomość. Wypierdalaj z fandomu chówiańskiego. I tak jest prawie ze wszystkim.
Nie można już czegoś nie lubić. Oczywiście z drugiej strony jest ta druga część fandomu, która odsądzi Ci od czci i wiary, jeżeli powiesz, że lubisz tą srakę wyprodukowaną przez Johnsona, która znajduje się w samym środku trzeciej trylogii Gwiezdnej Wojny i nie ma nic wspólnego z absolutnie niczym. Proste, nie? Ale do diabła.
Najlepsze jest to, że ludzie kompletnie nie rozumieją o co chodzi. A w Sylwestra chyba jeden z polskich portali, któryś z redaktorów wrzucił taką propozycję, że przecież fandom polega na byciu razem. Dlaczego nie możemy być razem? Dlaczego są ludzie, którzy krytykują jego ulubione filmy i franczyzy? Dlaczego Ci ludzie nie rozumieją? I zwrócił się z takim apelem, żeby Ci ludzie gorsi, nierozumiejący, którzy nie mają tyle rozumu, żeby lubić te franczyzy, żeby przestali je krytykować i natychmiast je polubili, no bo na tym polega bycie w fandomie, że trzeba to robić razem, tak? Uwielbiam też szczucie.
To na kilku polskich stronach dotyczących Star Wars trafiłem, że na przykład jeżeli włączysz o 23.59 ostatniego Jedi, to o północy usłyszysz krzyk hejterów. Nie da się rozmawiać w ten sposób. Rozumiem, że niektórym te filmy mogą się podobać.
Rozumiem argumenty. Natomiast ja mam swoje argumenty, dlaczego one mi się nie podobają. Mam argumenty, dlaczego proletariacki robot do mnie nie przemawia.
Mam argumenty, dlaczego nawet jeżeli jest to najbardziej Silmarillionowy Sauron, jaki w ogóle kiedykolwiek mógł zostać wymyślony, bardziej nawet Silmarillionowy niż w Silmarillionie, dlaczego mi się to nie podoba. Ale nie ma już miejsca na rozmowę. Nie ma w fandomie miejsca na rozmowę.
To nie jest nowy problem. On też nie narasta od roku czy dwóch. I to nie jest problem tylko dotyczący fandomu.
To jest problem, który dotyczy nas wszystkich. Sprzedaje się konfrontacja, więc żeby przyciągnąć trochę uwagi i lajków, ponapierdalajmy w hejterów. Bo przecież hejterzy są źli i nadają się tylko do napierdalania, nie? Jeżeli napiszemy, że coś tam jest fajne, no to nie ma o czym mówić.
Nie, ja nie mówię, że szczególnie w przypadku Gwiezdnych Wojen jest to absolutnie starożytna tradycja, żeby czegoś nie lubić. Wszyscy znają historię Fanzinu against the Sith, którego redakcja po wyjściu Imperium kontratakuje ogłosiła, że kończy robienie Fanzinu, ponieważ Imperium kontratakuje jest zaprzeczeniem absolutnie wszystkiego, czym były dla nich Gwiezdne Wojny. Oni nienawidzą tego filmu i nie chcą więcej być częścią tego fandomu.
Więc to nie jest nowe, nie, ale zdaje się, mam takie wrażenie, że teraz wyparło to wszystko. Jest to część większych zmian. Nie rozmawiamy o fantastyce, dlatego że fantastyki jest bardzo dużo.
Kiedy Tosia Litkę napisała w latach dziewięćdziesiątych Cyber Jolly Dream, to wszyscy o tym mówili, bo polskiej fantastyki nie było aż tak dużo. To był ten moment, kiedy robiło się lepiej już, owszem, nie mówię, że nie, ale nadal było tak sobie. Dzisiaj wychodzi tyle rzeczy, że nawet jakbym miał czytać tylko rzeczy napisane przez ludzi, z którymi znam się, nawet licząc tylko te dziewczyny i tych chłopaków, których znam osobiście i poznaliśmy się na żywo, to nie wyrabiałbym się, bo moje nawyki czytelnicze po pandemii trochę osłabły i to nie są już te czasy, kiedy mogłem czytać książkę tygodniowo.
Teraz raczej jest to czasem jedna na miesiąc, czasem jedna na dwa tygodnie, nie wyrobiłbym się z tym. Fantastyki jest bardzo dużo, w związku z tym nie jesteśmy w stanie czytać wszystkiego. Jak się obserwuje nawet listę pomocniczą do Zajdla, to jest klęska urodzaju, opowiadań wychodzi tyle, na co zwrócił ostatnio uwagę Marek, mrudząc zresztą, że to źle, że nie powinno tego być, ale niech będzie, dużo z tych rzeczy wychodzi w jakiś totalnie niszowych antologiach, o których nikt by nie wiedział, gdyby nie lista Zajdla, więc to nie tak, że nagle nie ma imperatywu czytania wszystkiego.
Nadmiar generalnie rzecz biorąc sprawia tylko, że trudniej jest wyłowić dobre rzeczy, ale też nie oszukujmy się, ilość dobrych rzeczy w tym wszystkim jest grubsza taka sama. 90% wszystkiego to gówno, każdy fantasta i fantastka znają to dosyć popularne wśród naszych braci powiedzenie. Jeżeli wychodzi 100 opowiadań, to 10 z nich jest dobrych, jeżeli wychodzi opowiadań 1000, to 100 z nich będzie dobrych.
Potencjalnie jest to dużo większa szansa trafić na dobre opowiadanie, bo 100 dobrych opowiadań to zawsze więcej niż 10 dobrych opowiadań. Przeczytać wszystkie? Nie. Nie rozmawiamy.
Za bardzo. Fandom trochę się pookopywał. Ci od obsranych płaszczy siedzą ze swoimi, ci od doktora siedzą ze swoimi.
Do ludzi od Gwiezdnych Wojen nikt nie chce podchodzić, nawet z kijem, bo to jest swarne bractwo. Coś na ten temat wiem. Sam, mimo że uważam się za wielkiego fana Gwiezdnych Wojen, mimo że nie cierpię nowej trylogii, uważam, że jest źle napisana, źle skonstruowana.
Na ostatni film to nikt w ogóle nie miał pomysłu, oprócz tego w stylu Jezu Chryste uratujmy cokolwiek się da. To jest jeden wielki tyłek kapitana Ameryki. Ludzie od MCU teraz są bardzo zajęci braniem się za łby między sobą, bo MCU jakby straciło trochę impet i nawet McGuffin w stylu uratujmy szczura zanim zdechnie i jego wspomnienia z pokracznej wyspy doktora Morrow nie sprawiły, że to się jakoś bardziej podniosło.
Ale jest jeszcze jedna rzecz. W tych grupach, które z grubsza siedzą w tym samym i rozmawiają ze sobą przejęliśmy zwyczaj z internetu, gdzie to się po prostu sprzedaje. Szczujemy się nawzajem.
Najlepiej widać to na przykładzie takiej smutnej, niezbyt dużej, ale patologicznie głośnej grupy jaką są Snyder Bros. Snyder Bros to jest absolutnie absurdalny ruch żywiący się tym, że codziennie ktoś fabrykuje nowe kłamstwa. A to są pieprzeni płaskoziemcy fandomu.
Nie widziałem ludzi bardziej absurdalnych, wierzących w większe głupoty i bardziej przekonanych o prawdziwości kłamstw, które fabrykują niż oni. Nie ma żadnej drugiej takiej grupy w fandomie. Trochę zdryfowałem.
Chciałem tylko powiedzieć, że nie róbmy akcji. Nie nawołujmy do tego, żeby robić coś razem, bo robimy to beznadziejnie tak jak wszyscy u nas i nie tylko u nas w Polsce, ale szerzej wygląda to na zasadzie Boże Święty, ale Wy jesteście głupi. Czy moglibyście nie być głupi? Patrzcie, my jesteśmy fajni.
Przestańcie być głupi. Zacznijcie być tak tacy fajni jak my. Po co dzielicie wszystkich? Dlaczego sprawiacie, że nam jest przykro? Tak to wygląda.
Nie róbmy takiej rzeczy. Dajmy żyć ludziom, którzy nie lubią tej sraki Johnsona. Dajmy żyć ludziom, którzy uważają, że jeżdżenie konno po pokładzie imperialnego niszczyciela ma prawo im się nie podobać.
Dajmy żyć ludziom, którym nie podoba się Czarny Doktor albo Doktor z Cyckami. Dajmy żyć ludziom, którzy uważają, że nie warto oglądać dwóch pierwszych sezonów Pikarda tylko dlatego, że podobno trzeci jest niezły. No tak, ale trzeba się przez pierwsze dwa przemęczyć.
Ja odpadłem. Uwielbiam i tą obsadę i to wszystko, ale nie będę tracił ogromnej ilości czasu na obejrzenie dwóch sezonów sraki dlatego, że ktoś mówi, że trzeci sezon nie jest sraką. Po prostu dajmy sobie wszyscy święty spokój.
Jeżeli ktoś chce oglądać proletariackiego robota nawołującego do komunistycznej rewolucji i uważa, że ten okropny, poszywany z dwóch różnych projektów film jest fajny to niech tak uważa, ale kurwa niech trzyma się ode mnie z daleka z próbą przekonania mnie, że nie mam prawa uważać inaczej. Bo naprawdę nie potrzebuję słuchać takich rzeczy i naprawdę nie potrzebuję w swoim życiu ludzi, którzy będą mi mówili, że wiedzą lepiej, a ja jestem głupi i mam przestać, bo oni mają z tym problem. To, że chciałem tylko powiedzieć, że nie będę nikomu mówił co ma lubić, do czego ma fapać, co ma czytać i co ma pisać.
Prowadzę pismo. W tym roku będę robił jeszcze jedną antologię. Naprawdę nie obchodzi mnie, który serial uważa Cię za lepszy.
Tak długo, jak długo jesteście w stanie zgłosić się do mnie z dobrym warsztatowo tekstem, który ma fabułę, który ma jakiś pomysł, który niekoniecznie jest tylko bardzo słabą przykrywką do przepychania ideologii, bo literatura zawsze była ideologiczna. Literatura zawsze była polityczna, zawsze mówiła o pewnych kwestiach społecznych, o różnych rzeczach. No, ale trzeba umieć to zrobić inaczej niż wbijanie łopaty do szuflowania śniegu przy pomocy kija bejsbolowego.
Więc lubcie, co chcecie. Pozwólcie mi nie lubić tego, czego nie chcę, a zamiast mnożyć byty i robić głupie akcje na stronach, na których najpierw szczujecie ludzi, a potem pytacie ich, dlaczego nie chcą być szczuci i żeby przestali się odszczykiwać, bo Wam jest przykro, to po prostu niech każdy robi swoje. Niech każdy czyta, ogląda, nagrywa i pisze to, na co ma największą ochotę.
Bracia i siostry powiem tak, wejdźmy w ten nowy rok tak, jakbyśmy chcieli, w świętym spokoju, ale żebyśmy my mogli mieć święty spokój i żeby nikt nam dupy nie zawracał, to my tak samo zobowiązani jesteśmy wszystkich innych ludzi zostawić w spokoju i nie zawracać im dupy. Czego sobie i Wam życzę. Pozdrawiam Was.
God day.
(Transcribed by TurboScribe.ai. Go Unlimited to remove this message.)